Bamboleo
dla telefonu Sagem
Kod: RM2830830NUV
Aby otrzymać real music Bamboleo - Gipsy King wyślij sms o treści RM2830830NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:RM2830830NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa real music dostępna na telefony Sagem: MY Z-55, MY Z-5, MY X6-2, MY X5-2V, MY X5-2, MY X3-2, MY X-8, MY X-7, MY X-6, MY X-3, MY V-85, MY V-76, MY V-65, MY V-56, MY V-55, MY S-7, MY C5-3, MY C5-2, MY C4-2, MY C-4, MY 800X, MY 700X, MY 600X, MY 600V, MY 501X, MY 501C, MY 411X, MY 401Z, MY 401X, MY 401C, MY 400X,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
Sławie imienia Stejana Starzynskiego, budowniczego i obrońcy Warszawy, bohatera wojny z Niemcami Jeśliście mnie zbudzili, wydarli spod cegły I z tych krużganków patrzeć przed siebie kazali, Rozsuńcie jeszcze ściany, chcę bardziej rozległy Ogarniać z baszty widok; za mury i dalej Z brzegów stromych spozierać; za wiślane łęgi, Za lasy i piaszczyska, w równinę szeroką, Lecieć tędy jak ongi strażujące oko Leciało z górnych blanków i po widnokręgi Opasać, co jest moje... Wiało stąd Mazowszem, Szumiały tłuste pszczoły i olszyste drzewa, Na polanach trawiastych wiatr trząsł głuchym owsem, Pieniły się stokłosy i szorstka kostrzewa, A zimą między sosny, w ośnieżoną zieleń Wchodził, cicho stąpając, czarodziejski jeleń I z rogów złotych ogniem wigilijnym świecił. Pamiętam tę urodę. Cicho biegły rzeki, Dziś jeszcze senna fala na tym brzegu pluszcze; Lecz w korzeniach drżał pomruk, szedł gowor daleki, Piorun w dęby uderzał, paliły się puszcze: Łuny stały na czatach. Wiatr pożary niecił. Poszedł wtedy rozcinać mieczem wiek po wieku, Kto spać w tym kraju kładł się z otwartą powieką: Chrobry mierzył Południe, Północ - Krzywousty, Na podzwonne, na smutny pogrzeb Jagiellonów Batory z dział bić kazał do cerkiewnych dzwonów - A naród gnał już, jęczał saniami w zapusty I na równinie tłumnym zakręcał kuligiem, Konie rwały po śniegu ognistym wyścigiem, Smoła w pędzie płonęła i z biczów trzaskali! Aż wiatr pogasił światła, na głowni siadł pustej I wszystkie drogi przysuł zawieją. Co dalej? Rozsuńcie jeszcze ściany. Patrzeć mi kazali. I oczy wytężałem czerwone. Lecz bladły. I przepatrzeć tę ciemność pragnąłem. Daremnie! Zerwały się kamienie nad sercem, upadły, Gruz pękał na fortecy i sypał się we mnie, Trzeszczały krokwie stare, rozpełzło się próchno, Słyszałem, jak most runął, strzelnice jak głuchną, Jak miecz rycerze łamią, odchodzą bezsłowni. ...Puchacz usiadł na dachu i błyskał z czatowni. Lepiej było zejść niżej, skryć się, zapaść na dnie, Ruiny zgruchotane roztrącić bezładnie, Zakopać się w piwnicach, w duchocie, pod ziemią, Mchem się powlec i żywcem zamurować w mury: Baszty w ścianach zastygły kominem do góry, Na spodzie puste fosy, długie trumny, drzemią. Tu w dole nic nie słychać: czasem tupot nagły Po ulicach przeleci, odbije się głucho, To pewnie lud powstaje, ma nóż za pazuchą I dźga nim zdrajców. Słyszysz? - tłumy ich dopadły I Kossakowskich w nocy łbem po bruku wloką. To stąpa zemsta. - Słyszę, oddycham głęboko. Aż odszedł król ostatni. Nad kopcem mych gruzów Sępy leciały krzycząc, że miasto wyjedzą I ciągnęły za wojskiem cesarza Francuzów, l ziemie stratowane obsiadały miedzą Szpalerami szkieletów, ptaki trupożerce, Jadły mózg z ciepłych czaszek, gryzły martwe serce. A jednak ktoś mnie budził. Ktoś tu biegł pod wieczór W mundurze Nowym Światem; w noc po Starym Mieście Lud ciągnął pod Arsenał. Ktoś mię wtedy przeczuł, Dosłyszał w grudach ziemię po cichym szeleście, Jak sypie się ocknięta i w głąb się obsuwa, Sto razy pognębiona, kopytem rozbita, Pije krew rozlewaną i na grobach czuwa. Okrutna rosa schnie już i nowa krew świta. Szopen jechał na koncert, a Julo do Sally Na podróżnym tłumoku pisał pożegnanie: "Ojczyzno miła, żegnaj!" - i długo płakali, Gdy w kwietniu krzykiem wiosny wybuchły łganie I gdy w liściach wrześniowych, na wiorstach szesnastu, Paskiewicz tłumem zaległ, wybił oczy miastu I kraj cały w ślepocie pogrążył, poszarpał, Kibitkami rozdzwonił, wywieszał na szkarpach. Nie płaczcie, matki-wdowy, teraz ani później, Ile razy was listem przestraszą podróżni, Ile razy nadzieję straconą przywiozą, Z Lipska książki tajemne i pisma z Paryża: Jeszcze tej ziemi cierpieć, otrząsać się grozą W kościele Karmelitów i klękać u krzyża. Poecie to wyśpiewać, niech kocha i bluźni. Bo czy ją świat usłyszy? Wciąż natęża słuchów, Przez sen krzyknęła znowu: ze strzelby łatanej, Na podmokłych ostępach, z podlaskich wydmuchów W kozacki pułk celuje, do papachy ruskiej, Postrzały leczy błotem, pajęczyną rany, I krzyczy do Europy chłopstwo księdza Brzóski. Aż krzyk się zmienił w szepty, a szept - w zamyślenie, Zamysły - w gniew palący i poszły kurendą Wokół, po całym kraju i krążyć tak będą, Spowiadać się z sekretów, wywoływać cienie, Krzyże w lasach listowiem owijać tajemnie, Serce szczepić do buntu, ćwiczyć do ostatka, W każdy wieczór wspominać będzie każda matka: Podjudzaj dumę, ziemio - już nienadaremnie! Bo wyjdzie z twoich czadów, od guseł odwyknie, W zecerni się zaczai, w robotniczych czcionkach, Rozda broń, zwoła wojsko i potem, gdy krzyknie I mundury posieje na krakowskich łąkach, A żołnierzom iść każe wszystkiemu na przekór, Nie cofaj się bezwolna, nie ujdziesz tym rękom, Tej sile, którą wezwał i mieczom, co przekuł! Nie odda cię za piękność królewskim Łazienkom Ani chłopom za biedę, ani panom za nic, Zwalone ściany dźwignie, słup wbije u granic, Opornych będzie karał, a odór piwniczny Powiewem swego płaszcza rozpędzi daleko I powietrze wolności przywoła tragicznej, By z otwartą umierać i żyć tu powieką. Podniósł nas. Czuję w głębi ruch mojego muru, Dźwignięte ściany rosną, piwnice otwarto, Kto woła mnie, bym wstawał i bym piął się górą, Zaciskał pas kamienny i świecił tu watą. Czuję, jak gruz się kruszy, odpada spod cegły. Widzę miasto i wolność. Patrzcie ze mną dalej, . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozsuńcie jeszcze ściany. Chcę bardziej rozległy Ogarniać z baszty widok. Tak mi tu kazali. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Pisałem to rok temu. Dziś, gdy szukam rymu, Co przyszłość miał tym murom wywróżyć obronnym, Nie mogę słowa znaleźć, czuję zapach dymu, Gruz pod stopą i w dźwięku się gubię podzwonnym, Ach, jak innym niż echo w tych wierszach użyte, Echo dział, armat króla, Batorowej sławy - Dziś, gdy piórem dotykam się ruin Warszawy, Nie przyszłość jej mam w oczach, lecz grobową płytę. Ten poemat miał rozwiać mrok na horyzoncie, By z barbakanu Prusy było widać nasze, Jak patrol na północnym posuwać się froncie, Brać ziemie aż do morza i ustawiać straże, Potem na Wschód miał krzyknąć, bo Rzeczpospolita Przecieka tam przez palce, jak woda ze sita, Na Wschód, za śliską przełęcz, gdzie siadłszy okrakiem Jedziesz w przepaść z Maryją i święconym znakiem, A w stepach grają czajki, wiatr bodiaki pędzi, Dziki wiatr na Jagiełłów bezludnej krawędzi. Nie dla pustej to wszystko miał mówić przechwały Ani by naród w pysze doskonalić próżnej, Lecz aby stanął lud mój podobny do skały I nie wlókł się po wiekach w niewoli podróżnej, Kaleka przetrącony, co wyciąga ręce Do możnych tego świata jak po kęs jałmużny, Po wolność utraconą! Nie, już nigdy więcej! Słowa te miały rosnąć jak mur odnowiony, Obronny i zdobywczy, widny z każdej strony, A barbakan miał bramy otworzyć forteczne, Bramy na świat - i wolne już po wieki wieczne Dać Polsce wrota Rzymu. Tak myślałem i śniłem... Dziś gdy szukam rymu, By pod szerokim łukiem tej wolnej przenośni Ustawić posąg kraju, jak mu wola boża Łacinę polską wargą kazała najgłośniej W Północ ze Śródziemnego rozpowszechniać Morza; Gdy myślę, by z marmurów ponad muskuł mocy Wydobyć lot anielski i wzbić go wysoko Kręgiem, który nad Polską wpisali prorocy I taki kościół u nas zbudować opoką, Niezmożoną przez piekło... Dziś gdy szukam rymu I gdy patrzę przed siebie, dokoła lub górą, Zewsząd groza pod chwiejne stacza mi się pióro, Naród, zamiast na szczycie, znowu widzę na dnie, Kurz wojny gryzie w oczy, opada bezwładnie Na stargane chorągwie, na bezczestne czoła - Dziś gdy patrzę przed siebie i szukam dokoła, Jakim zniszczenie nasze przyrównywać dziełom, Z Rzymu po całej Polsce widzę Colosseum. Ach, bo pognali znowu saniami w zapusty I po równinie tłumnym jechali kuligiem, Konie rwały po śniegu ognistym wyścigiem, Smoła w pędzie płonęła i biczem trzaskali... Z wielkości samotniczej dźwięk pozostał pusty I groby wśród jałowców. Co dalej, co dalej?! Jedno nam ocalało przestrogą okrutną, Że wolność jest w tym kraju więcej niż tragiczna, Że bić się o nią trzeba jak żołnierz o Kutno, Gdzie krwią spłynęła każda wierzba okoliczna, Jak o Lwów, jak o Modlin; jak o każde miasto Nad naszą się dywizją biła jedenastą Pallas-Atene, bóstwo męstwa i rozumu... Bo bił się żołnierz chrobry, padał chłop przy chłopie, (Śród nas dziś o tym głucho i milczą w Europie), Z bagnetem szedł po nocy, gdy spało żelastwo I gdy czołgi czekały, aż zrobi się jasno, Bagnetem szuka serca w niemieckim mundurze, W lasach płoszył je szturmem, kłuł przez serce w ziemię I tak ją krwią polewał piechur po piechurze, Baterie tak wołały, tak dzwoniło strzemię, Wiedzione przez boginię męstwa i rozumu... Gdy zgaśnie czas wojenny, gdy ziemia odkwitnie, Tłuste pszczoły gdy wzlecą z lipowego szumu, A w polach malowanych srebrnie i błękitnie Znowu śród sianokosów polska wieś spokojna, Jak buko liczny siądzie na Mazowszu motyl - Uwierzcie, czas ten będzie tak groźny jak wojna, Lwy niech się wtedy lęgną u morskich Termopil, Lwy w jamach Westerplatte! Z warszawskich katakumb I z tych ścian pełnych dzisiaj bilijnego płaczu Drabinę niebotyczną wyprowadzi Jakub I najtrudniejsze gwiazdy nam przyszłość wyznaczą, A naród, cały naród, jak sięgnąć daleko Dzień i noc patrzeć musi otwartą powieką W źrenicę przeznaczenia, w Rzym na Wielkiej Wiśle. Muzo dziejów! Myślałem tak i dziś tak myślę. A zapytacie, z czego wziąć siłę i wznosić Po nie wiadomo który raz poczęte dzieło, Czy śmierci nie za mało, katakumb nie dosyć, Gdy tyle ognia zgasło, tyle krwi spłynęło, Z czego ludzi budować, gdy okrutne cięcie Po twarzy i po dziejach przeszło znów jak skaza, Powiadam wam - jest jedno na wszystko zaklęcie I jedna nieprzebyta jest przed nami kolej, Czy to kogo upaja, czy to kogo boli: Z żelaza muszą powstać Polacy, z żelaza. Kask nad czołem geniuszu i włócznia przy boku - Taki posąg narodu powstanie, Pallado, Nad miastami w ruinach i nad losem w mroku, Nad nie uśpioną nigdy w tym kraju zagładą. Miecze błysną i sława, nasz arsenał dumny, Plac opromienia, zamek, katedralne ściany, Króla, co w przeszłość patrzy z wyniosłej kolumny I lud, co znaku czeka na murach zebrany. I wtedy niech się Boży sąd nad nami stanie I wyrok z gwiazd niech spada zaświatowym szumem: Wyjdźcie wiekom naprzeciw przez most w barbakanie Świecić włócznią i czołem, męstwem i rozumem. --