Gry java sms dzwonki tapety pióra www samochody tanie pozycjonowanie ZadOO
Dzień Babci Życzenia - Dzień Babci

Ładne Tapetki
Nokia Siemens Ericsson Motorola Mitsubishi Panasonic Philips Sagem Alcatel Samsung Sony-ericsson Sendo Lg Sharp Nec Benq-siemens fryzury


From Yesterday
Polifoniczne dzwonki
dla telefonu BenQ-Siemens
Kod: PT3335665NUV
Aby otrzymać polifoniczne dzwonki From Yesterday - 30 Seconds To Mars wyślij sms o treści PT3335665NUV pod numer 7428


Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:PT3335665NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).



Usługa polifoniczne dzwonki dostępna na telefony BenQ-Siemens: SL91, S88, S82, S81, S68, M81, EL71, EF81, EF61, EF51, E71, E61, CL71, CF61, C81,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.

Wierszyk...
Przez całą wieczność błądzę już w mroku, gdzie mnie odnaleźć pragnie wieszcza, wybawić mogąca ręka. Ale się z moją w mrokach napotkać nie może. Staczam się z wolna, bezdźwięcznie, ku strasznym dolinom; znam każdy ostry cypel głazu, jakbym na nim kiedyś już konał, a nie mogę żadnego ominąć. Wśród splątanych krużganków, podziemnych kurytarzy, niemych kościołów i fantastycznych wież olbrzymiego klasztoru... Sam jestem - mnich. Złote kopuły odbijają się jedna w drugiej, głębokim zielonawym połyskiem. Przez zmarzłe gotyckie witraże zaledwo odróżniam ciemność zewnętrznego świata od mroku mojej celi. Lampka, jak serce Chrystusa, żarzy się migotnym, krwawym połyskiem. W wazonach kwiaty, zniesione niewidzialną ręką; na pochylonym Tytanie nocy księga magów łańcuchem przykuta do sklepienia; obraz Madonny, schodzącej w jeziora czyśćcowych mąk i posępne, nie dające się rozejrzeć freski ascetycznych pustelników. Ktoś wszedł do celi obok. Huczy zawieja - i on jej słucha ze mną, przywierając czoło do szyb. Pójdę i poznam go. Może to Emanuel - i wyjdziemy razem w złote pachnące gaje, gdzie wśród czarnych drzew przeświecają ametyst oceanu i nie gasnąca łuna zachodu. Blask sączy się przez grube mury - i jakby wiotkie, powłóczyste, srebrne dłonie wirują dokoła głowy mojej, schylonej nad klęcznikiem. Zaiste, poznałem cię, Ewo odwieczna, po zabawkach - w twojej szkatule księżyc i gwiazdy - czy możesz mi dać więcej mroku? Przynieś mi ten dar! na cóż mi gwiazdy, które ty już zamknęłaś w swojej szkatule! A dłonie cofnęły, wkurczyły się w zimne sklepienia. I słyszę, jak uchylając okute żelazem drzwi, wychodzi na kurytarz, przemyka się wśród kolumn. Wyschłe, czarne gałęzie uderzają w okna, żelazne skrzydła wichury tłuką się o dach, a szpony gadów ślizgają się po rynnach wieżyc. Płacz nieutulony wstrząsa kępą samotnych brzóz, jakoby rosa od wiatru strącona. A idąc dotknąłem czegoś, co oddźwiękło mi głucho, jak skrzynia z ołowiu. Przez tęczę łez widzę zamyślone widma, - głos mi się tłumi, każde słowo kryje dla mnie okropną opowieść. Słyszę, coś pełza po kamiennych mozaikach z hukiem i pobrzękiem metalu, jakby ciężko ranny rycerz we zbroi usiłował się dowlec. A oto cembrowana studnia, wykuta w skale głęboko - aż do jeziora w grotach podziemnych. Jakieś głuche uderzenia młotów. A w czarnym leju przepaści widzę dwoje brylantowych oczu, wśród skłębionego gniazda łap świecą dwa rozżarzone kratery - chciałem odskoczyć - i nagle uderzyłem się o trumnę, którą wlokłem za sobą - ową długą, dziwacznie rzeźbioną skrzynię na wzrost człowieka - cięży mi - ledwo ją mogę przesunąć - i jęczy tak okropnym spazmem po kamieniach. Źrenice olbrzymiego owadu wpatrzone we mnie - poza mnie - przenikają mnie - widzą poza sklepieniem gwiazd - za Bogiem - do obłędu. Zesunąłem ją - waży się jeszcze nad prześwietloną czeluścią - i nagły świt zaczyna różowić jej przeźroczysty barelief. Chcę powstrzymać! Ale już lecąc, zakryła mi źrenice potworu. Odmawiam długie, monotonne jak jęk konających litanie. Wtem trumna plusnęła o powierzchnię wody, a straszliwa kosmata tarantula, która się cofnęła przed moim pociskiem, teraz z szatańską szybkością zesuwa się po ścianach prostopadle kutych w granicie - oświetlając oczyma rozwarty lej, który wyżłobiła w wodzie trumna - a wtedy widzę - wieko odskoczyło - i powstaje z niego Madonna - królowa piekieł moich i otchłani - i oczyma objawień spogląda ku mnie - a jakobym wznosił się ku wysokiemu niebu pustyni, wydrążonemu głębią fioletu, aż do gwiazd - ale się nagle jej oczy spotkały z okrutnym wej-- rzeniem tarantuli, która jak rozpostarty łachman leci rozstawiwszy łapy niby ośmioro czar- nych piór - i wody się zwarły - skłębiły się z pluskiem wbijając się w kamienny cylinder studni. Uciekam - a przede mną maszkary z latarkami toczą się, pełzną, skaczą po gzemsach i framugach witraży - Wbiegam do celi, w której ona była - na ścianie struga krwi - tu rozpostarła swoje ręce - i ślad ów, jak Droga Mleczna, iskrzy się - a gwiazdy te zbieram do kielicha - i napełnia się nimi aż po brzegi - i rozwieram okutą klamrami księgę - i nagle poczynają dźwięczeć struny harf - widma podobne wężom w katalepsji, wyprężonym na flet czarodzieja - a niewidzialne dzwonki dzwonią - i dzwony ogromne ze spiżu napełniają dumną pierś królewskiej katedry - podchwytują szept modlitwy mojej w huragan tęsknoty i żalu. Słyszę ten szmer tysięcy modlących się - i Hostię składam na spragnione usta aniołów - W spokojnej, złotej głębinie kielicha widzę moją prześwietloną twarz, a nade mną krąg Drogi Mlecznej. Ostatnią Hostię umierających przyjmuję do serca mego. A tajemnicza ręka prowadzi mię, jak ufne ku nieznanym dalom dziecko - na dłoniach moich czuję nieme pocałunki - to krew się przesącza ze stygmatów. Idę wśród gwiazd. ......................................................................... --

Dziś imieniny Cecylii, Jonatana, Marka - DzieńBabci.info

Ulubione strony: